idziemy talko

Redakcja

Spis treści grudzień 2010

Spis treści grudzień 2010

Dziecko na okładkę. Rozwiązanie konkursu * Utrzymać biust. Wybieramy biustonosz do karmienia * Tarcza ochronna. Czy warto szczepić dodatkowo? * Komputer na raty. Sześciolatek w wirtualnym świecie * Worek pełen niespodzianek. Pomysły na gwiazdkowe prezenty.

Spis treści numeru 9/2010

Pielęgnacja dla początkujących. Higiena osobista niemowlęcia * Bez papek. Czy niemowlę może jeść jak dorosły? * Kłopoty z brzuszkiem. Zmieniamy rodzaj mleka * Ciągle choruje. Wzmacnianie odporności * Mały prowokator. Gdy przedszkolak pluje, beka i klnie * Córki czy Lolitki? Stop seksualizacji dzieci * Tam i z powrotem. Trzy miesiące nudności * Cesarka na życzenie? Konsekwencje dla mamy i dziecka * Kiedy następne. Różnica wieku między rodzeństwem.

Spis treści maj 2011

Pozwólcie nam się przywitać. Nowa edycja akcji "Rodzić po ludzku "* Dzieciaki, zwierzaki i my. Pod jednym dachem z czworonogiem * To się może przydać. Sprzęty i akcesoria * Dlaczego nie rośnie? Maluch niższy od rówieśników * Co kryje w sobie pomidor? Z jakich upraw brać warzywa? * Świat nie jest taki zły.Opieka czy nadopiekuńczość?

Zobacz wideo

Spis treści numeru 12/2008

nie! Badanie moczu Zdrowie bez recepty. Czy i jak leczyć dziecko samemu Pogotowie alergiczne Idziemy do lekarza Hipermarket, sztuka przetrwania. Bezpieczne zakupy z dwulatkiem Ekologia na Święta DLA DZIECI Idą święta... Małgorzata Strzałkowska dzieciom Kalendarz adwentowy Strych. Historyjka Ryjka

Tradycja

megafony: "Ktokolwiek widział dwuletniego chłopca w wojskowej kurteczce moro, proszony jest o kontakt z informacją. Czeka zrozpaczony ojciec". - Myśl, Talko, myśl - ponagliłem sam siebie. Jak to się zaczęło? Wyruszyliśmy we dwójkę na zakupy do centrum handlowego. Zawsze kiedy idziemy do centrum

Alkohol

Alkohol

będziesz więcej pił. I może przyjść do nas i z tobą o tym porozmawiać. Chcesz? Nie chciałem, ale rodzice innych dzieci dziwnie na mnie patrzą i coś sobie szepczą. Wolę nie domyślać się, co. Natomiast moje dzieci chyba pogodziły się z sytuacją. Kiedy idziemy do sklepu, wołają na cały głos: - Tata, ile

Godzinka

Godzinka

upłynęła niepostrzeżenie. Nie dokończyłem rozmowy, Monika nie wydrukowała tekstu, czas upływał nieubłaganie. Dzieci zerknęły na zegar. - Idziemy już do kina? Minęła godzina. - Nie, jeszcze nie skończyliśmy. - Teraz ja westchnąłem ciężko. - Oszukałeś nas. - Pitu zrobił złą minę. - Obiecałeś, że przez

Winda

wczoraj tata zobaczył jednego kretyna i powiedział, że to kretyn, i temu kretynowi nie było przykro - obwieścił. Brzęczyk przerwał niezręczną ciszę. Parter. - Zajechał tacie drogę ten kretyn - mówił Pitu. - Tata mówił, że nie można kłamać. - Idziemy już, idziemy - wyciągałem towarzystwo z windy. - A pan

Precedens

szybę, za którą jest batonik. Kupujemy tego batonika i idziemy dalej, do fontanny, gdzie Pitu pyta słodkim głosikiem: - Tata, a mogę włożyć paluszek? Sprytnie to sobie wymyślił, jak już włoży jeden paluszek, to za nim pójdzie cała ręka. Dzieci są w końcu mistrzami manipulacji. - A mogę włożyć nogę

Zabawa

rysowania, oglądania telewizji, spacerków - potwierdziła Monika. - Damy im szkołę przetrwania. Padną do łóżek o 19. - Pójdziemy pograć w piłkę? - zaproponowałem następnego dnia. -Tak, tak! - wrzasnął Pitu uszczęśliwiony. - Idziemy, będziemy grali! - Uuuuuuuu - buczała rozradowana Kudłata, przynosząc piłkę

Zwykły wieczór

wrócił z podwórka. Obaj tarzali się po ziemi i świeżo umyty Pitu przez chwilę wyglądający jak czyste dziecko przybrał znów swój naturalny, szaroprzybrudzony kolor. - Koniec zabawy - usiłowała się przedrzeć przez wrzaski moja żona. - Godzina 21, idziemy do łóżeczek. W tej chwili z drugiego pokoju

Monolog

wymieniamy się z Moniką i myjemy, a potem idziemy na spacer. Kudłata ani na chwilę nie przestaje relacjonować. - O, tu jedzie autobus. Jaki duży ten autobus, wczoraj jechałam autobusem, to był duży autobus. A może trochę mały? Nie, duży. Tato pojedziemy autobusem? - pyta Kudłata. - Nie dzisiaj - mówię

Pasta

kochają pastę. I to nawet nie jakiejś szczególnej firmy. Za każdym razem, kiedy idziemy do sklepu, staczam z nimi dzikie walki. Dzieci, płacząc, wrzucają mi do koszyka kolejne tubki w ilościach hurtowych, a ja bez litości je wyrzucam. - Chcemy pastę, tatusiu - kwilą cichutko. A ja wyrzucam wszystkie

Fotel

otoczony Japończykami pstrykającymi katedrę. - Chodź tata, nie siedź, idziemy - popędzał mnie, kiedy znużony słońcem usiadłem w cieniu. - Kupimy loda kakałowego i pomarańczowego. W ten sposób odbębniliśmy imponujący program turystyczny, którego wcale nie mieliśmy w planie, sądząc, że Pitu będzie raczej

Seksapil

jego uwagę... Idziemy do sklepu. Sklep to ciężka przeprawa. Pitu przypuszcza atak na batoniki, które znosi do wózka w ilościach hurtowych. - Może lizaczka - proponuję. - O nie, na pewno nie dziesięć batoników. Pitu pada na ziemię, kiedy słyszy taką niemoralną propozycję i zapłakuje się do utraty

Drobne różnice

. Kudłata wspina się na kanapę. Chowamy kanapę, łapię Kudłatą trzy centymetry nad ziemią. Weszła na stos książek, które przytargała z gabinetu, i po nich dostała się na parapet. Co teraz? Nie wyrwę przecież parapetu. Idziemy na spacer. Przez chwilę jest bosko. Ale dochodzimy do placu zabaw. Pitulek tarza

Czapka dziadka Władka

, Pitul - powiedziałem. - Idziemy grać w gola! Ja byłem Brazylią, a Pitul Włochami. Obaj trochę faulowaliśmy, ale ja strzeliłem gola z karnego i wygrałem. Pitul w uznaniu zasług dał mi ponosić czapkę dziadka. - Ojejku - cieszył się Pitul, parząc na mnie z zachwytem. Znów byłem Ulubionym Mężczyzną Pitula

Mufka

znudziło mi się oglądanie mrówek. - To co? Idziemy? - zaproponowałem. - Nie, nie. Mufka! Idzie - wołał podekscytowany Pitulek. - No idzie, idzie - przyznałem bez większego entuzjazmu. Mój zapał do podglądania mrówek jakoś niepostrzeżenie minął w czasie półgodzinnego klęczenia na chodniku. - Mufka. Stoi

Tata brrrm brrrm

minuty, a potem znowu jest "Tata brrrm". A więc może Stare Miasto. - Wiesz, tata tu się bawił jak był mały - przekonuję Pitu, kiedy idziemy Starówką. - Całymi godzinami tata tu biegał i w ogóle się nie nudził. Pitu lekko ziewa, z obowiązku raczej obiega dookoła syrenki na rynku, a potem woła

Kapral Pitulek

- jednym słowem wszystko, co uważa za niezbędne do udania się na spacer. ŁUP, ŁUP, ŁUP! - wali w drzwi. - Idziemy na spacer, i raz, i dwa, i raz, i dwa. Patrzy na nas stojących w korytarzu. Wciąż jesteśmy w piżamach i kapciach. - Beznadzieja - ocenia. ŁUP, ŁUP, ŁUP! - Ruchy, ruchy. I popycha nas do drzwi